Święta w rozmiarze L

Pamiętam jak tata zawsze mi mówił : Sama świata nie zbawisz
I dzisiaj po latach wiem, że miał cholerną rację, nie uda mi się ni huhu

Zaczęło się tak….
Jak już milion, pierdylion razy się żaliłam, grudzień spędzam w pracy, od rana do nocy z utęsknieniem czekając na dni przerwy 25-26 grudnia.
Te dni to moje wybawienie.

Wigilie postanowiliśmy spędzić we czwórkę, jako, że ja miałam zaszczyt pracować nie było sensu rzucać się na odwiedziny u rodziny…
Pierogi przygotowałam wcześniej o jakieś pół miesiąca :)  siedziały sobie w zamrażalniku, resztę jadła zrobiłam w nocy z 23 na 24 grudnia z Jedynym świetnie współpracując, zajęło nam to jakieś 2 godziny… plus gotowanie.
Prezenty miałam zakupione górką, już nawet do paru miesięcy wcześniej… więc głowa jakoś bardzo mnie o nie nie bolała.
Jedyne co mi sen z powiek spędzało to to, że do pracy przyjeżdżam samochodem, parkuje i mam metr do przejścia i na płaszczyźnie tego metra za nic w świecie nie mogłam doszukać się osoby potrzebującej… Po jaki grom mi ona?

Zaczęło się tak…..
Okres przed świąteczny to czas rozwagi nad samym sobą, to krótki przystanek by pochylić się nad kimś kto w tych wyjątkowych dniach potrzebuje twojej pomocy, kogo ty złotówką nie zbawisz, ale za pomocą kogo ta złotówka zbawi ciebie…
Pamiętam z młodości takie słowa od mojego ulubionego duchownego… i mimo że ja jako tako duchów i postrachów wiele w sobie mam :) Te słowa wywarły na mnie wrażenie, wiecie nagle ten czas przed świętami zaczął mieć sens…

Zaczęło się tak…
Galeria Warmińska, to jak już kiedyś pisałam, nowo otwarte CH w Olsztynie… gdzie okres przed świąteczny i po świąteczny i gdyby nie wymysł jakiegoś pierdzielonego Jezusa któremu zachciało rodzic się 25 grudnia, to może by nawet było by miejsce gdzie Olsztyn i okolice spędziły by święta racząc się smakowitym „wielce” postnym posiłkiem w MC Dolnalds…
Tłumy szalały, parkingi pod każdym marketem obstawione, CH wyglądały tak jakby właśnie ktoś je okradł, Panie kasjerki (Bonyszzz jak ja was podziwiam)  przebierały rachu ciachu szybciutko swoimi łapkami by na koniec powiedzieć 514zł i 88gr.  Po to tylko, by zacząć, nie mal w rytm lichej kolędy znowu wydobywać PIP z kasy fizykalnej….
Ochujeć można było od wściekłych ala pastorałek w radiu i centrach handlowych, tak jakby kuźwa pierdzielona „Cicha noc” nie mogła być zaśpiewana… a nie wydarta komuś z gardła… Spoko ja też nie jestem wokalistką nawet dzieciom wstydzę się śpiewać, ale zachodziłam w głowę dlaczego taka JA nie nagrała jeszcze swojej wy-rzępolonej płyty niczym „Smerfowe Hity” ze wstrętną podróbą czegoś co kolędą kiedyś było… Fortuna była by moja!!!
Kit z kolędami, wszyscy sobie życzą tego co najlepsze bo bądź co bądź święta idą

„Nosz kurwa Panie!!!!!!!! mi teraz potrzebna chuju jeden” – najlepsze życzenia świąteczne jakie w życiu widziałam/słyszałam… a wszystkiemu winna karta pamięci, bo jej nie było… te życzenia stworzyły tak wzniosłą atmosferę, że aż strach… dosłownie :)

Zawstydzający obraz czasów komuny gdy zajeżdżasz na stacje benzynową w dniu 25-12… półki świecące pustkami zwłaszcza te z alkoholem… aż zamiast karty by zapłacić za benzynę chce się kartki poszukać… no tak: jest śledzik, a wódki brak…
Co to by były za święta, gdy dzieci bawią się świątecznymi podarunkami, a człek śledzika by nie miał czym popić… a, że człek jak zamoczy to zalać zaraz się musi to już nie na święta będziemy zwalać lecz na „taki naród”, bo taki naród lepiej po czyścioszku na pasterce stoi, i nie marznie tak bo od środka go grzeje… literek.

Zaczęło się tak….
- Kurczaki, był u mnie taki niezły gość. Mówię ci wziął dwa takie same komplety. – opowiada mi moja koleżanka , wytrwała pracowniczka sklepu bieliźnianego.
- No i…
- No i wiesz jeden rozmiar L a drugi S, jeden dla żony, drugi dla kochanki i jeszcze się z tego cieszył…

Właśnie tak wyglądają święta XXIw jak ta kochana, niby seksowna lecz tylko do dupy…

Zaczęło się tak….
Nie latałam po sklepach, choinkę ubrałam śpiewając kolędy z dziećmi, kroiłam masę warzyw śmiejąc się przy tym do łez z Jedynym, nie wypiłam ani grama alkoholu, za to barszcz leje mi się uszami, zatrzymałam się na chwilę by popatrzeć na samą siebie, by pochylić się nad kimś drugim, spędziłam cudowny czas z rodziną, i czuje że go nie straciłam, to były jedne z piękniejszych świąt…
Bo jak to powiedział Jedyny „mając was nie trzeba mi już nic”
Więc jak widzicie miałam całkowicie nudne święta :)

Komentarze do “Święta w rozmiarze L