Umyj buta

 

Mikołaj kocha wszzzzystkie dzieci i każdemu włoży coś do buta, wiesz?  – powiada Gonia do Zosi która z zapartym tchem słuchała opowieści Goni i otwartą buzią na tyle by śniadanie mogło przywitać się z podłogą.


No – kontynuuje dalej – ale nie martw się Mikołaj to nie zbok …
Przerywam tą opowieść wrzaskiem : „Nie mówi się zbok!!” ” W ogóle nie mówi się takich rzeczy,w  ogóle skąd ty znasz takie słowo ” – krzyczę z łazienki robiąc makijaż.
G: Nie wiem skąd samo do mnie przyszło. – i mimo mojej matczynej woli kontynuuje dalej- No dobra Mikołaj nie robi krzywdy dzieciom, więc nie jest zbokiem, ale kocha bardzo renifery, a ktoś kto kocha renifery to nie wiem czy zbok czy nie zbok ….chyba nie…bo on je jedynie ujeżdża.

Tak właśnie pojawiają nam się w słowniku, słowa zaciągnięte prosto z ławki szkolnej HURA!! – a mówili że to taka dobra szkoła….
W każdym bądź razie mam nadzieje, że wy tak samo jak ja czekacie na minę waszych pociech lub kogo tam macie koło siebie kto na Mikołaja (ksywa zboka) czeka.
Ja czekam Gonia wie o co chodzi i co z czym się je w tym całym „bucie” Zosia w miarę rozumnie po raz pierwszy zobaczy niespodziankę w swoim bucie.
I tu są dwa wyjścia albo :
a) ucieszy się i będzie piszczeć naśladując Gonie
b) wyrzuci zawartość buta, bo buty ma córa kocha najbardziej na świecie, gdyż to one niosą ją w daleki świat (czyt. samochodu)
Teraz smacznie śpią a ja nie mogę się doczekać ich min, i sama niczym dziecko zacieram ręce na przywitanie poranka wesołymi okrzykami radości… (oby :) )
My już byliśmy świętym Mikołajem co kocha ujeżdżać renifery, włożyliśmy prezenty do wyszorowanych butów i obowiązkowo nadgryźliśmy marchewkę – bo jak twierdzi Gonia renifery też muszą jeść….
Dobrze być dla kogoś Mikołajem, przynajmniej ma się szansę raz na rok zjeść coś zdrowego….