Bańka nie mydlana

Nie ma co narzekać na pogodę, bo ta o dziwo jak na jesień, naprawdę nas rozpieszcza. Więc nie będę na nią zwalała, ale zwale winę na ….może na matki puszczające chore dzieci do szkoły? Tak to dobry kozioł ofiarny. I najbardziej prawdopodobna przyczyna chorób mojego dziecka …. :P

Jak pomyślę o zeszłej jesieni i początku wiosny to, aż płakać mi się chce….Dziewczyny non  stop chore, a ja razem z nimi…nie kończące się kuracje antybiotykowe, i zapalenie oskrzeli pukające do ciała Goni doprowadzały mnie do szaleństwa. W tym roku jesień nas oszczędza (póki co) i właśnie przy napisaniu tego rozglądałam się w panice,  gdzie by to dopukać :) a przesądna niby nie jestem…hym
W każdym bądź razie, sezon na katarki, kaszelki itp rozpoczął się jakiś czas temu, i ” jakiś czas temu” i nas dosięgło, ale dzielnie wyszliśmy wszyscy cało i zdrowo bez antybiotyków ufffff
Moje doświadczenia z tamtego roku upewniły mnie w tym, że „antybiotyk daje się tylko w ostateczności!” Gonia przez jakieś 2 miesiące non stop była na lekach które osłabiały ją jeszcze bardziej, aż końcu pediatra rzekła: ” tym razem zapalenie oskrzeli wyleczymy bez antybiotyku bo nie mam co jej już przepisać” Dostaliśmy leki wziewne na astmę i tyle.
Udało się po 2 tygodniach męki, duszącego kaszlu i siwizny matki, Gonia przestała chorować….efekt był większy niż się spodziewałam bo Gonia nie chorowała później już przez dddddddddlllllugi czas, dlatego teraz mam pewien dystans do specyfików XXI wieku.

Dzisiejsza noc prawie nie przespana…Gonia kaszle….to ten specyficzny kaszel, duszący z lekkim piszczeniem, nie dający jej odetchnąć…nie ma kataru, nie ma gorączki – bo wbrew tego co twierdzą lekarze – nie każde dziecko gorączkują – moje np. zdarza się to bardzo rzadko.
Rano jeszcze z zamkniętymi oczami zostało postanowione: „banki”
To jedyny na tą chwile ratunek wydający się być dosyć, dosyć sensowny…?!

Pamiętam jak paręnaście lat temu koleżanka mojej mamy zbliżała się do mnie z miską baniek, naftą i OGNIEM bony jakież to było przerażające ….oj pamiętam to chyba lepiej niż mi się wydawało.
Ja nie potrafiłabym postawić TYCH baniek, szybciej serce by mi pękło wiec parę lat temu postawiłam na te bezogniowe….

Istnieją teorie, że bańki lecza, istnieją też, że nie leczą….wiecie to tak jak z piciem ziół…jeden się nimi opija i żyje, inny opity ziółkami umiera.
Ja akurat do baniek podchodzę dosyć tradycyjnie „bańki leczą” – no chyba :) – bynajmniej nasze babki jakoś tak się leczyły – no chyba :) oprócz rumu oczywiście :P

Więc Gonia zna je już od jakiś 3-4 lat i nie boi się ich tak, jak ja kiedyś – dzielna dziewczynka.

Pamiętaj o tym że:
- jak masz ochotę na postawienie baniek, lub nie masz ale wydaje ci sie być to sensowne :)  zawsze do nich jest dołączona instrukcja JAK JE STAWIAĆ ! to ważne ! Bańkami można zrobić krzywdę !!
- bój się mniej niż twoje dziecko
- gdy je postawisz, nasmaruj „sińce” maścią rozgrzewającą i ubierz dosyć ciepło dzieciaka.
- gdy bańka spadnie nie stawiaj jej ponownie
- pamiętaj, że baniek nie można „przewiać” wietrz pomieszczenie w którym zazwyczaj znajduje się dziecko, tylko i wyłącznie w momencie kiedy w pokoju go nie ma. Po wietrzeniu poczekaj chwilę by powietrze się „wymieszało” zwłaszcza w dni zimowe…
- zakaz wychodzenia na podwórko przynajmniej przez 3 do 4 dni, lub do momentu kiedy „śnice” zbledną.
- nie kładź dziecka na cały dzień w łóżku, postaraj się by zrobiło parę kursów po mieszkaniu….leżenie jeszcze bardziej osłabia organizm

No więc my już po….czekamy co dalej ….może i tym razem uda …

DSC07146