Termin przydatności.

G: Mamo nie obraź się, ale czy możesz wyjść z mojego pokoju?
J: Jasne mogę, tyle że chciałam z wami ….- nie dokończyłam bo Gonia ciągnie dalej…
G: Mamo, poszukaj sobie zajęcia w kuchni, albo z Zonką się pobaw, teraz tu nie jesteś potrzebna.

Nie obrażam się, staram się pogodzić z tym, że moje dziecię coraz mniej mnie potrzebuje.
Nie chodzi i nie jęczy co dwie minuty „Mamo pobaw się ze mną”, prace domowe i zajęcia pozalekcyjne skutecznie wypełniają jej czas. No i oczywiście koleżanki, one na tym etapie są verry important, a na pewno bardziej important niż ja :)
Nie jest też tak, że nie potrzebuje mnie wcale, bo przecież krzyczy co pewien czas :
„Mamo! Zrób mi jeść!” „Daj pić” „Kup mi” czyli jako tako potrzebna jeszcze jestem :)

Sprawą jasną jest też to, że moje dziecię usamodzielniała się od narodzin – pewnymi etapami, ale teraz gdy przeskoczyliśmy „próg szkoły” widzę to dosyć wyraźnie i czasami zaczyna mnie to mierzić nieco.
No bo niby jak to? Ja, nadgorliwa, nadopiekuńcza matka mogę zostać nagle tak bezczelnie „wycięta” z jakichkolwiek sfer życia mojego dziecka. Przecież to niedorzeczne, przecież ona ma jedynie 6 lat…

 

A moje dziecię nie zbaczając na dyskomfort jaki serwuje matce, kolejnymi stwierdzeniami stawia ją na ziemię:

Po kąpieli Gonia wyciera się ręcznikiem , a ja – matka!! wchodzę do łazienki, i słyszę :
G: Może trochę prywatności co?
Potulnie niczym baranek opuściłam łazienkę, po to by zapłakać nad swoim marnym losem w kącie pokoju.

G: Mamo a dostane tablet?
J: Nie, dostałaś nowy telefon, o tablecie zapomnij.
G: Mamo, ja wiem, że tobie jest to ciężko zrozumieć że ja go potrzebuje by się odnaleźć w mojej epoce, ja to wiem mamo bo ty z tatą to już inna epoka
J: To mam nadzieje że wiesz tez jaką mieliśmy umowę, albo telefon albo tablet.
G: Wiem! Pamiętam ! Ale jak na starość nie będziesz umiała włączyć telewizora to nie licz na mnie bo będę w tej epoce co ty…niestety.

J: Słuchaj a może gdzieś dzisiaj pojedziemy?- z zapałem proponuję
G: Nieeee
J: Dlaczego nie?
G: Bo umówiłam się z  Julką, że do mnie przyjdzie…
J: Oj może przyjść jutro, nic by wam się nie stało…- z nutą rozczarowania- z Julką widzisz się w szkole i w domu, a ze mną ostatnio nie wiele spędzasz czasu….- kwituje obrażona i dodaje- no ale jak wolisz Julkę ….- staram się szantażem …a co :)
G: Wolę.

I to był cios w moje matczyne serce….który zelżał tego samego dnia, gdy Gonia rozczarowana zachowaniem koleżanki, przytuliła się do mnie i oświadczyła:
G: Jesteś nuda, i się starzejesz bo strasznie czasami marudzisz, nie lubię jak jesteś zła, i jak się rządzisz, ale kocham cię mamo! Tylko na tobie mogę polegać – wycedziła zasmarkując moje ramię.