Historia pewnej choroby psychicznej – czyli jak ja kurna kocham być matką!

Wszystko zaczęło się jakieś dwa tyg temu. Zośka dostała wielkich krost na buzi i nogach… Moja pierwsza diagnoza OSPA! Tyle, że podobne krosty miała w wakacje to poddało moją diagnozę w wątpliwość…no bo niby ile osp można mieć.. Krosty nie znikały szalejąc sobie po jej małym ciałku.
Podróże od lekarza, od lekarza, do szpitala, badania, wyniki ….i klops
„Dziecko jest zdrowe”

Nosz kurna, jak jest zdrowe jak ma krosty?!!
Wizyty u lekarzy specjalistów, dermatolog jeden, drugi, trzeci, na NFZ, prywatnie, diagnoza:
Dermatolog nr 1 i 2 : „Pogryzło coś dziecko”
Kurna moskitiery w oknach, komary niechętnie już latają, much w chałupie brak …szybka ocena stanu zaowadzenia domu….owadów brak, co równa się z „internetem w ruch”
MAM!!!! Nie coś tylko kurna pluskwy!!! Na bank mamy kurna pluskwy!!! Pewnie z hotelu je przywieźliśmy!
Dezynfekcja chaty, zaglądanie w zakamarki by choćby jedną znaleźć ….oznak życia w sterylnym domu -brak.
No to jak nie pluskwy to może świerzb, który nie swędzi i atakuje tylko małe dzieci.
Tak! Internet to boski wynalazek, który zna się lepiej na tym co moje dziecko pogryzło niż lekarze.

Po tygodniu obie hipotezy padły. Ani pluskwy, ani świerzb mojego domu nie opanowały …a krost przybywa.
Dermatolog nr2 : „Uczulenie”
Syrop antyalergiczny, wykluczenie uczulającego jadła. Dziecko na głodzie, histeryczne, matka powoli w obłędzie…
Dermatolog nr 3 „Pasożyty”
Pojemnik z kupą wieziony na sygnale do laboratorium.
No tak, to małe dziecko pozbawione smoczka! Przecież sprawa jest jasna ! Zamiast smoczka żre co jej tylko do ręki wpadnie, zjadła jakiegoś dziada!
Internet w ruch ….potwierdza on wystąpienie pasożytów u mojej Zonki …Ufff przynajmniej wiadomo co jej jest . Dostanie leki i będzie git!
Wyniki : Pasożytów nie stwierdzono.
NOSZZZZ kurna dlaczego?!!! To nie możliwe!
Maść na antybiotyku zaczęła obsuszać wypryski.

Wczoraj w pracy:
Dopadło mnie zapalenie krtani, zamiast mowy  moje gardło opuszczały niezidentyfikowane dźwięki, patrząc jak inni pracują, a ja całkiem leniwie robiąc nie wiele, próbuje uporządkować myśli z wysypką Zosi …
Wieczorem wracam do domu już nieco opanowana i pogodzona z myślą, że ani internet, ani lekarze nie uzdrowią mojego dziecka.
Poranek:
Kurrrrrrna wysypka!!! Tym razem na brzuchu – inna niż te krosty, taka pokrzywka, wizyta u lekarza…idę na nią niczym rozwścieczony byk, myśl „ja im kurde dam pasożyty!” Wychodzę  z podkulonym ogonem: diagnoza : alergia – od cholera wie czego….
Lekarka dodała na koniec rozmowy:
-Pani Kasiu nie dajmy się zwariować…ok ?
-Yhym – przytaknęłam jedynemu lekarzowi któremu ufam.
Tyle, że ja jestem całkiem spokojna, tylko powieki mi jakoś latają z powodu braku magnezu…

Wracam do domu pije kolejny litr wody nie gazowanej który pomaga mi przetrwać palący ból gardła i krtani.
Dzwoni telefon, to jedna z DWO (Dama w opresji) nie czekając na jej żale, wybucham płaczem do słuchawki…
- Kaśka co się dzieje ? Bony coś z Zosią?
- Nie, tak – piszczę
- Kur…co się dzieje mów szybko, najlepiej szeptem bo ta twoja krtań…..- rozkazuje
- No nie wiadomo, ja chyba oszaleje…
- Ale wyniki ma ok ?
- Tak – piszczę
- To dobrze nic jej nie będzie może jakaś wirusówka, spokojnie , nie masz co płakać.
- Ale ja chce na domek
- Co ku…ty chcesz?
- Na domek, z kominkiem bez schodów i z dresem, taki w lesie – charczę
- Po cholerę ci ten domek i to jeszcze bez schodów?
- Żeby odpocząć a nie po schodach ciągle łazić za Zośką! – to był krzyk osoby z chorą krtanią.
- No dobrze pojedziesz na domek..- mówi zaniepokojona
- yhym – przytakuje na ile gardło mi pozwala.
- Pojedziesz na domek bez schodów, w swoim zajebistym siwym dresie, będziesz w sercu pięknego lasu, gdzie Zośka dostanie kolejnej wysypki, i takim pięknym cudem oszalejesz do Nowego Roku. – pomogła.
Odechciało mi się domku, lasu, i kominka, ale nadal przeczesuje internet niczym źródło wszelkiej wiedzy….zmarszczek przybyło, siwych włosów też…dobrze, że jestem opanowaną, wyluzowaną matką bo inaczej, bym o obłęd się posądziła… :)

Komentarze do “Historia pewnej choroby psychicznej – czyli jak ja kurna kocham być matką!

  1. Anonim

    mojej koleżanki córka niedawno przechodziła tzw. wysypkę bostońską, poczytaj o tym, ona sama była w szoku skąd to się przypałętało. Tylko, że ta mała miała ją 3 dni, a nie 2 tygodnie. Współczuję, i może byś w końcu zadzwoniła PRACUSIU!!!!

     
  2. baciallius

    O wysypce bostonskiej , eboli i innych swinstwach naczytalam sie po uszy…..nic nie pasuje Szlak mnie trafia no ale….” pani Kasia nie da sie zwariowac ” :p
    Co ja zrobie ze ciagle po pachy urobiona :) Obiecuje zadzwonie …. Obiecuje jeszcze w tym roku :p
    A moze i odwiedze :)