Balkon pełen atrakcji

Jesteśmy rodziną która ma coś do balkonów….co? nie wiem , ale z Jedynym latem uwielbiamy na nim przesiadywać, dzieciury od rana zaczynają po nim szaleć. Doczekał się odpowiednich mebli, parasola…miały być nawet kwiatki -  tyle że Zocha dosłownie je skosiła…

Niewielki „plac zabaw” na którym brak zabawek to największa zabawa…..zadziwiające ile niesie możliwości.
Balkon to wielkie NIC w porównaniu z głową dziecka.
Ciągle zaskakuje mnie to, ile pomysłów siedzi w głowie tych małych potworów, ile koncepcji które nie mogą doczekać się realizacji. Nie mogę ogarnąć jak szybko ta realizacja nadchodzi… bez żadnego namysłu, bez analizy, bez „za”  bez „sprzeciw” po prostu „się robi”.
Z zazdrością oglądałam zabawę dzieciurów, które potrafiły znaleźć zabawę z ręcznika spinaczy, szyby i widowni która z uśmiechem obserwowała ich wyczyny…
Więc na poniedziałek, który mam nadzieje będziecie mieli lżejszy niż ja, pokazuje wam moje chwile beztroski.

Mamo ? – pyta Gonia nieco zmartwiona
-Tak ?!- pytam Ja – bardzo ucieszona
- Czemu się tak dziwnie uśmiechasz?
- Bo jestem szczęśliwa.
- Ochhhhh jak dobrze że jesteś ! My też jesteśmy…- krzyczy rozśmiana.
- No właśnie widzę – dalej się ciesząc…
- Wiesz cieszymy się, że mamy takie fajowe życie…
- Super
- No superowe życie ! Takie gdzie tylko balkon jest twoją przeszkodą! – wykrzykuje na pół osiedla
- Powiem ci, że mógłby być nieco większy nie obraziłabym się…- i właśnie w myślach przebudowuje dom
- A co tam, nie musi już niedługo go przeskoczę…..
No i tyle było z tego dobrego …. :)