Matka sadystka

Spacerowym tempem podążamy do sklepiku osiedlowego – misja – kupić żelki.

Nagle Gonia mówi:
G: Patrz, mamo co ten dzieciak robi !!
Spoglądam na drugą stronę ulicy i widzę chłopca. Ma na oko 3 lata, idzie z mamą za rękę. Nie, wróć! Szarpie mamę za rękę, drąc się w niebo głowy:
Chłopiec: Mama tuuuuu cę ! – ciągnąc ją z chodnika na jezdnię.
Mama Ch. – Nie możesz tam iść, tam jeżdżą auta. Jak będziesz szedł ze mną po chodniku będzie nam bezpiecznie i przyjemnie. Co ty na to ? – tłumaczy spokojnym ale zmęczonym głosem.
Chłopiec : Nieeeeeeeeee, ja cę tuuuuu! – wskazując nadal na ulicę.

Chłopiec, nie robiąc sobie nic z tłumaczeń mamy, krzyczy jeszcze głośniej. W głosie wyczuwalny już jest ton histeryczno-terrorystyczny.
Myślę sobie „No to masz przekichane kobieto, Berbeć dopiero zaczyna pokazywać na co go stać”. Kiedy tylko w myślach, zakończyłam swoje zdanie, Berbeć rzuca się na chodnik tarzając się po nim z wielkim lamentem. Robi to na tyle skutecznie by przykuć uwagę innych mam, które wyszły z pociechami na pobliski plac zabaw.
Mama chłopca nic sobie nie robiąc z widowni, klęka przed „terrorystą emocjonalnym” i zaczyna spokojnym tonem go uspokajać i tłumaczyć różnicę miedzy jezdnią, a chodnikiem. W duchu jej współczuje, ale też zazdroszczę pokładów cierpliwości.
W końcu poszkodowany przez wyrodną matkę chłopiec, wstaje i idzie parę metrów posłusznie za rękę.
Myślę,- zapewne jak jego matka również – „UFFF” .
Nagle słychać AŁŁŁŁŁŁŁŁ! Widzę jak Berbeć gryzie matkę w dłoń, matka puściła jego rękę, a on w sekundzie wybiegł na ulicę.
Akcja jak z filmu po prostu, bo jak to w filach akcji bywa na jezdni pojawia się pędzący samochód, matka – rzuca się dosłownie by ratować syna, auto hamuje z piskiem opon, Gonia krzyczy „Chryste zamknijcie oczy!”.

Dzięki komukolwiek, lub czemukolwiek, że auto posiadało ABS, inaczej nic by z Berbecia nie zostało.
Nie pamiętam co matka krzyczała kiedy go złapała i rzuciła się z nim w stronę chodnika. Akcja rozgrywała się tak szybko i na tyle przerażająco, że nie byłam w stanie nic słyszeć, stojąc jak wryta z ciarkami na całym ciele.
Kierowca auta z ABSem opuścił je, by zapytać czy nic się im nie stało. Na szczęście nic.
Po czym matka ze łzami w oczach, wzięła swojego Berbecia w objęcia, wyszeptała mu coś do ucha, wstała i dała mu porządnego klapsa.
W duchu pomyślałam „Już dawno chłopie na niego zasłużyłeś”, i chyba byłam jedyna która tak myśli, bo nagle atak na „matkę sadystkę” się zaczął. Kto atakował? No idealne mamy, które bawią się w idealny sposób z idealnymi dziećmi na oczywiście idealnym placu zabaw.
” A może ja tak panią palnę! Znęcać się nad dzieciakiem ! A co on winien! Trzeba było pilnować !”
Jazgot był nieznośny. Przechodziłam koło nich tak poirytowana, że aż piana wyszła mi na usta.
Matka chłopca przyjęła cięgi „idealnych” i ze spuszczona głową poszła dalej….
„Idealne” jazgotały jeszcze na pół osiedla, do momentu kiedy rzuciłam w ich stronę:
„Zamiast oceniać innych to lepiej swojego pilnuj, bo piaskownice nam wyżre” – no dobra nie rzuciłam, tylko syczałam, komentując na oko 2 letnią dziewczynkę zajadającą piasek z piaskownicy.
Bo ja widziałam w tym „klapsie” jej strach, bezradność, ulgę i miłość.

Wojna o wychowanie bezstresowe trwa od dawna, ja osobiście go nie polecam, jestem za karaniem i chwaleniem dzieci. Może nie koniecznie cielesnym, ale nie ośmielam się osądzać tych co „klapsa” sprzedadzą swojemu dzieciurowi, bo nie każdy rodzic z tego powodu staje się sadystą, tak jak  nie każdy człowiek pijący wino , jest alkoholikiem.
Wiele jest głosów mówiących o upokorzeniu jakie wywołuje „klaps” u dziecka. Z jednej strony je rozumiem, a z drugiej nie rozumiem dlaczego dziecku daje się prawo do upokarzania rodziców…
Podobno „klaps” to nic innego jak bezradność rodziców, i z tym się zgodzę bo w takiej chwili- jakiej znalazła się mama Berbecia – nie da rady nie czuć  bezradności, nie wyobrażam sobie, że miałaby przytulić syna i z sercem w gardle tłumaczyć „kochanie nie powinieneś gryźć mamy, nie powinieneś wychodzić na ulicę, bo jak zauważyłeś jechało brumbrum i by cie rozjechało, więc zapamiętaj na przyszłość, że chodzimy z mamą za rączkę”
Nosz bez jaj!

Komentarze do “Matka sadystka

  1. Ilona

    Ja też nie jestem za biciem dzieci,(mojej jeszcze nie uderzyłam),ale jak by mi tak zrobiła to bym jej wtedy pokazała gdzie raki zimują:), a tak po drugie to też wina matki, bo nie rozumiem tych „dziecięcych” histerii, tarzania się po podłogach w sklepie,lub na chodniku, nie wiem czy to złe wychowanie czy brak rozmów z dzieckiem, a taki 3-latek bardzo dużo rozumie, to powinien być taki WIELKI KLAP, żeby zapamiętał że nie wolno wychodzić na jezdnię!!!! Ale się rozpisałam, jak nigdy:) Buźka:)

     
    1. baciallius

      To dobrze ze sie rozpisalas, absolutnie nie mam nic przeciwko :) Co do histeryzujacych dzieci to zawsze uwazalam ze jest to kwestia wychowania….nigdy nie kumalam jak rodzic sobie moze pozwolic na takie zachowanie dziecka, wiesz i zdziwilam sie gdy Zonka zaczela chodzic i odkrywac ze histeria to jeden ze ” sposobow” Gonia miala inaczej a Zonka ryczy rzuca sie i wymusza Wychowuja ci sami zdziadziali rodzice :) i te same metodyraczej stosuja …wiec co do histerii to nie ma co szufladkowac :)