Nie zapuść się, aż do śmierci

Myślę, że te słowa powinny być dodane do przysięgi małżeńskiej…. :)
Bynajmniej ON, bez żadnych wyrzutów sumienia by mógł nam przypominać „ogarnij się kobieto”
A ONA z pełnym poczuciem winy mogła by zacząć ogarniać wszytko to co należało by ogarnąć.

My się ogarnęliśmy, tego wymagała wyższa konieczność, czyli ujrzenia jak kolejni szaleńczo zakochani postanawiają się pobrać…
Płakałam jak Ona szła przez kościół, płakałam jak mówiła przysięgę, bo od razu przypomniało mi się, jak ja ją wymamrotałam szeptem patrząc na pantofle Jedynego.
Jedyny wypowiedział ją za to na tyle głośno, bym mogła mu teraz ją przypominać i wypominać, aż do śmierci …. :P
No i pocałunek, nie pamiętam go…..ale na ślubach innych mnie wzrusza… dlatego na Tym ślubie obsmarkiwałam chusteczki bez końca, i płakałam tak jak tylko kobieta w pełnym makijażu może …czyli z chusteczką w kącikach oczu.

DSC04613

A miałam co ratować, bo mi oraz reszcie mojego rodu, makijaż wykonała  wybitna ręka Anny Surtel.Trzeba umieć robić cuda by mój nos wydał się mniej garbaty, niż jest w rzeczywistości,  a moje usta wyglądał jakby po prostu były ….
Zastanawiam się nad złożeniem jej oferty, by może zamieszkała ze mną a wtedy „i nie zapuszczę się aż do śmierci” będzie realnie wykonalne.

Teraz jak już wiecie, że bezczelnie przygotowywałam się do baletów, a później bezczelnie je odsypiałam wybaczycie moje zapuszczenie się na blogu :)

Komentarze do “Nie zapuść się, aż do śmierci