Poniedziałek.

DSC03489

Dostałam mlecz do góry nogami i kępę trawy :) To rozumiem!  Na Dzień Matki kwiatek musi być…

26.05.2014 dopóki moje dzieciury, nie będą zarabiały na siebie, sprzątały po sobie, a przynajmniej ( bynajmniej Zosia ) nie będą wycierały swojego tyłka, po swojej kupie, będzie ten dzień po prostu poniedziałkiem :)

Poniedziałek:
Z mleczem w  dłoniach, umazaną sukienką i brudną buzią od czekolady : „Dużo zdrowia mamo!”
To jeden z tych poniedziałków, kiedy wypada zrobić imprezę, i cieszyć się tym, że życzą ci zdrowia – ono jest niezbędne by siłować się z ciężarami losu :)

Włączam muzykę, i leci jedna  z moich ulubionych piosenek, krzyczę : „TO MOJA ULUBIONA PIOSENKA!!!”
G: Moja też !!!!!!!!!!!!!! – po chwili – Pierwszy raz ją słyszę!!!!!
Tańcom nie było końca, pot lał się strumieniami od 14.40 do 16.15,  o 16.20 nastała konieczność gruntownego przewietrzenia mieszkania :) Niegazowana woda, lała się litrami. Częstowałam lodami na lewo i prawo, zbierałam wafelki i budowałam wierze z klocków – to była chwilowa przerwa miedzy utworami, jakimi raczyła nas Viva :)

Muzyka Vivy zmieniła się na gorsze, więc wszedł własny repertuar. Ja z Gonia na wokalu „A ja kocham swoją mamę…”
Zonka beatbox’owała „aaaaaaaaaaaaaaaa” . Na koniec słowa, godne zapisania :
G: Mamo! Powiem ci coś, że każdy zazdrości mi takiej mamy, z którą mogę robić co mi się chcę!
Dzisiaj, to zdanie bezwarunkowo traktuję jako komplement.

Takie zwyczajne poniedziałki bardzo lubię …. :)

Przepraszam za brak ostrości :)

Ten biały klocek to najwyższa wieża, jaką uda się zbudować z rocznym dzieciurem.

DSC03525